Papieskie Dzieło św. Piotra Apostoła

Papieskie Dzieło św. Piotra Apostoła

W Niedzielę Dobrego Pasterza, rozpoczął się Tydzień Modlitw o powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego, który trwa w dniach od 3 do 9 V.

Niech ten czas będzie szczególną okazją do refleksji nad tajemnicą powołania, nad tym wyjątkowym darem Bożej miłości.
Niech ten czas, będzie czasem wytrwałej modlitwy do Dobrego Pasterza o nowe powołania kapłańskie i  zakonne.

Zachęcamy do lektury Orędzia papieża Franciszka  na 57. Światowy Dzień Modlitw o powołania:

Drodzy bracia i siostry!4 sierpnia ubiegłego roku, w 160. rocznicę śmierci świętego Proboszcza z Ars, zechciałem wystosować List do  kapłanów,  którzy  codziennie  poświęcają  swe  życie  powołaniu,  jakie  skierował  do  nich  Pan,  służąc Ludowi Bożemu.Przy  tej  okazji  wybrałem  cztery  kluczowe  słowa –smutek,  wdzięczność,  odwaga  i  uwielbienie–by podziękować  kapłanom  i  wesprzeć  ich  posługę.  Uważam,  że  dziś,  w  57.  Światowy  Dzień  Modlitw  o Powołania, słowa te mogą zostać podjęte na nowo i skierowane do całego Ludu Bożego na tle fragmentu Ewangelii, który mówi nam o szczególnym doświadczeniu, które spotkało Jezusa i Piotra podczas burzliwej nocy nad jeziorem Tyberiadzkim (por.Mt14, 22-36).Po rozmnożeniu chlebów, które wprowadziło tłum w zachwyt, Jezus nakazał swoim uczniom wsiąść do łodzi i wyprzedzić Go na drugi brzeg, zanim odprawi lud. Obraztej przeprawy przez jezioro w jakiś sposób przypomina  podróż  naszego  istnienia.  Łódź  naszego  życia  powoli  płynie  naprzód,  wciąż  niespokojna, ponieważ  szuka  szczęśliwej  przystani,  gotowa  rzucić  wyzwanie  niebezpieczeństwom  i  możliwościom morza, ale także oczekująca na manewr sternika, który ostatecznie naprowadzi na właściwy kurs. Czasami jednak może się zdarzyć, że się zagubi, że da się oślepić iluzjami, zamiast podążać za latarnią morską, która prowadzi ją do bezpiecznego portu, lub że zderzy się z przeciwnymi wiatrami trudności, wątpliwości i obaw.Dzieje się tak również w sercach uczniów, którzy, powołani do podążania za Nauczycielem z Nazaretu, muszą zdecydować się przepłynąć na drugi brzeg, wybierając odważnie porzucenie swoich zabezpieczeń i wyruszenieza Panem. Ta przygoda nie jest spokojna: nadchodzi noc, wieje wiatr przeciwny, łódź jest miotana falami, i grozi im, że przerośnie ich strach przed tym, że się nie uda i że nie potrafią sprostać powołaniu.Ewangelia  mówi  nam  jednak,  że  w  przygodzie  tej  trudnej  podróży  nie  jesteśmy  sami.  Pan,  niemal wymuszając jutrzenkę w środku nocy, idzie po wzburzonych wodach i dociera do uczniów, zaprasza Piotra, by po falach wyszedł Mu na spotkanie, ratuje go, gdy widzi, że tonie, i wreszcie wsiada do łodzi i sprawia, iż ustaje wiatr.Zatem  pierwszym  słowem  powołania  jestwdzięczność.  Nawigacja  we  właściwym  kierunku  nie  jest zadaniem powierzonym wyłącznie naszym wysiłkom, ani nie zależy tylko od wybranych przez nas tras. Realizacja siebie i naszych planów życiowych nie jest matematycznym wynikiem tego, co postanawiamy w odizolowanym  „ja”;  wręcz  przeciwnie,  jest  to  przede  wszystkim  odpowiedź  na  powołanie,  które otrzymujemy z wysoka. To Pan wskazuje nam brzeg, ku któremu powinniśmy się udać, a jeszcze wcześniej dodaje nam odwagi, aby wejść na łódź; to On, wzywając nas, staje się również naszym sternikiem, by nam towarzyszyć, wskazać nam kierunek, zapobiec, byśmy nie osiedli na rafach niezdecydowania i uzdolnić nas wręcz do chodzenia po wzburzonych wodach.Każde powołanie rodzi się z tego miłującego spojrzenia, z jakim Pan wyszedł nam na spotkanie, być może właśnie  w  chwili,  kiedy  nasza  łódź  była  ogarnięta  burzą.  „Jest  ono  nie  tyle  naszym  wyborem,  ile odpowiedzią na bezinteresowne wezwanie Pana” (List do kapłanów,  4  sierpnia 2019 r.); dlatego będziemy mogli je odkryć i przyjąć, gdy nasze serce otworzy się na wdzięczność i będzie potrafiło przyjąć przejście Boga w naszym życiu.Kiedy uczniowie widzą zbliżającego się Jezusa idącego po wodzie, początkowo myślą, że to zjawa i bojąsię. Ale Jezus natychmiast uspokaja ich słowem, które musi zawsze towarzyszyć naszemu życiu i naszej drodze  powołania:  „Odwagi!  Ja  jestem,  nie  bójcie  się!”  (w.  27).  To  jest  właśnie  drugie  słowo,  które chciałbym wam przekazać:odwaga.Tym, co często przeszkadza nam iść, wzrastać, obierać drogę, jaką Pan dla nas wytycza, są zjawy, które miotają się w naszym sercu. Kiedy jesteśmy powołani do opuszczenia naszego pewnego brzegu i przyjęcia stanu życia –takiego, jak małżeństwo, święcenia kapłańskie, życie konsekrowane –pierwszą reakcją jest często „zjawa niewiary”: to niemożliwe, aby to powołanie było dla mnie; czy to naprawdę właściwa droga? Czy Pan chce tego właśnie ode mnie?Stopniowo narastają w nas wszystkie te rozważania, usprawiedliwienia i kalkulacje, które powodują, że tracimy rozmach, wprawiają w zakłopotanie i pozostawiają nas sparaliżowanych na brzegu wyjściowym: sądzimy, że coś nas zaślepiło, że nie jesteśmy na wysokości zadania, po prostu, że zobaczyliśmy zjawę, którą trzeba odpędzić.Pan wie, że fundamentalna decyzja życiowa –taka, jak zawarcie małżeństwa lub poświęcenie się w sposób szczególny Jego służbie –wymagaodwagi. On zna pytania, wątpliwości i trudności, które wstrząsają łodzią naszego  serca,  i  dlatego  zapewnia  nas:  „Nie  bój  się,  jestemz  tobą!”.  Wiara  w  Jego  obecność,  która
wychodzi nam na spotkanie i nam towarzyszy, nawet gdy morze jest wzburzone, wyzwala nas ze znużenia, które miałem już okazję określić jako „słodkawy smutek” (List do kapłanów, 4 sierpnia 2019 r.), to znaczy wewnętrzne zniechęcenie, które nas blokuje i nie pozwala nam zasmakować piękna naszego powołania.WLiście do kapłanówmówiłem także o cierpieniu, ale tutaj chciałbym przetłumaczyć to słowo inaczej i odnieść  się  doznużenia.  Każde  powołanie  wymaga  zaangażowania.  Pan  nas  powołuje,  ponieważ  chce uczynić nas podobnymi do Piotra, zdolnymi do „chodzenia po wodzie”, to znaczy do wzięcia naszego życia w swe ręce, aby oddać je na służbę Ewangelii, w sposób konkretny i codzienny, jaki On nam wskazuje, a zwłaszcza  w  różnych  formach  powołania  świeckiego,  kapłańskiego  oraz  życia  konsekrowanego.  Ale jesteśmy podobni do Apostoła: mamy pragnienie i zapał, ale jednocześnie jesteśmy naznaczeni słabościami i obawami.Jeśli  pozwolimy  się  przytłoczyć  myślom  o  oczekujących  nas  obowiązkach –w  życiu  małżeńskim  lub kapłańskim –lub  przeciwnościach,  które  się  pojawią,  wkrótce  odwrócimy  się  od  spojrzenia  Jezusa  i, podobnie jak Piotrowi, grozi nam, że zaczniemy tonąć. Przeciwnie, pomimo naszych słabości i ubóstwa, wiara  pozwala  nam  iść  w  kierunku  Zmartwychwstałego  Pana  i  pokonać  także  burze.  On  rzeczywiście wyciąga ku nam rękę, gdy z powodu znużenia lub strachu grozi nam zatonięcie, i daje nam zapał niezbędny do przeżywania naszego powołania z radością i entuzjazmem.Wreszcie, kiedy Jezus wsiada do łodzi, wiatr ustaje a fale się uspokajają. Jest to piękny obraz tego, jak Pan działa w naszym życiu i podczas zawirowań historycznych, zwłaszcza gdy przeżywamy burzę: On nakazuje przeciwnym wiatrom, by zamilkły, a moce zła, lęku, rezygnacji nie mają już nad nami władzy.Wiatry  te  mogą  nas  wyczerpać  w  konkretnym  powołaniu,  do  którego  przeżywania  jesteśmy  powołani. Myślę o tych, którzy podejmują ważne obowiązki w społeczeństwie obywatelskim, o małżonkach, których nie przypadkiem lubię nazywać „odważnymi”, a zwłaszcza o tych, którzy podejmują życie konsekrowane i kapłaństwo. Znam wasze trudy, samotność, która czasem obciąża serce, ryzyko rutyny, która powoli gasi żar powołania, brzemię niepewności i niedostatku naszych czasów, lęk przed przyszłością. Odwagi, nie lękajcie się! Jezus jest obok nas i jeśli uznajemy Go za jedynego Pana naszego życia, On wyciąga ku nam rękę i chwyta nas, aby nas zbawić.A wówczas, nawet pośród fal, nasze życie otwiera się nauwielbienie. Jest to ostatnie słowo powołania, które chce być także zaproszeniem do pielęgnowania wewnętrznej postawy Najświętszej Maryi Panny: wdzięczna za spojrzenie Boga, które na Niej spoczęło, oddając w wierze lęki i troski, odważnie podejmując powołanie, Ona uczyniła swoje życie wieczną pieśnią uwielbienia dla Pana.Najmilsi,  szczególnie  w  tym  Dniu,  ale  także  w  zwykłym  działaniu  duszpasterskim  naszych  wspólnot, pragnę,  aby  Kościół  podążał  tą  drogą  w  służbie  powołań,  otwierając  przestrzeń  w  sercu  każdego wierzącego, aby mógł z wdzięcznością odkryć powołanie, jakie kieruje do niego Bóg, znaleźć odwagę, by powiedzieć „tak”, przezwyciężyć znużenie w wierze w Chrystusa i wreszcie ofiarować swoje życie jako pieśń chwały dla Boga, braci i całego świata. Niech Dziewica Maryja towarzyszy nam i wstawia się za nami.Rzym, u św. Jana na Lateranie, 8 marca, w II Niedzielę Wielkiego Postu

AdoMis

Adoptuj misyjnych seminarzystów

KOPERTKA MISYJNEGO BUKIETU

KOSZULKA NA MISJE

MISYJNY KRZYŻYK DLA BIERZMOWANYCH